27 lipca 2015

Śmierć w keczupie i kurierowy zawrót głowy



Poniedziałkowy poranek zaczął się gorzej niż zwykle. Został zjedzony cały chleb i nie miałam z czego zrobić sobie kanapek. Na szczęście w zamrażalniku znalazłam zapiekankę. Yes! Ucieszona, że nie umrę z głodu włączyłam piekarnik i włożyłam zapiekankę. Wszystko byłoby dobrze, ale ... zapiekanka się spaliła :(. Jeśli lubicie czarne chrupiące zapiekanki zapraszam następnym razem na śniadanie. Mój idealny pomysł polania zapiekaneczki keczupem by zniwelować smak spalenizny również się nie powiódł. Keczup spadając ze stołu oczywiście musiał się całkowicie rozwalić wywalając pół zawartości na podłogę. Jedyne co mogłabym w tej sytuacji zrobić to położyć się w kałuży keczupu i upozorować własną śmierć. Niestety i tak wcześniej niż o 15 nikt nie odkryłby mojego ciała. Leżenie na podłodze przez 7 h i taplanie się w keczupie? O  nie jestem  tak szalona! Z mojej keczupowej zadumy wyrwał mnie dźwięk dzwonka. Kurier. Za godzinę następna przesyłka, a po południu jeszcze jedna paczka. Humor zdecydowanie mi się poprawił. Nienawidzę poniedziałku? Kocham poniedziałki!!! Takie paczki mogę dostawać codziennie.
TOP